Poniższe słowa wylatywały ze mnie gdy ja wyjeżdzałem. A może wjeżdzałem? Do Polski wracałem, kończąc kilkumiesięczną przygodę. Możliwe że było to równe dwa tygodnie temu.

zapierdalasz 200 na wietrze ja obok siedząc piszę wiersze zagraliśmy naszym czasem oddaliśmy 4 miesiące życia zarabiając to co kosztowałoby w Polsce 8 teraz mamy wolne 4 możesz odpocząć i być na zero możesz tworzyć i stawać się na plus każdą chwilą każdym oddechem chwilą teraźniejszą nadaj wartości przeszłości chwilą teraźniejszą decyduj o przyszłości teraz zmienia to co było i to co będzie tylko teraz tylko kurwa teraz nie wypadaj z beatu uwiń sobie własny bat by zerwać nieswój łańcuch generalista kolażysta zebrane puzzle zaczynają się składać w coś czego nie widać tylko czuć to coś w bycie pieprzonym sobą kolażystą życia największego z dzieł sztuka bycia poddałem się tobie oddałem swój los tobie uwierzyłem w siebie w ciebie wsłuchuję się i czuję nie myślę a czuję co skończyć a co zacząć biegnę przez nocny las i zamykam oczy rozkładam ramiona i padam na plecy ty mnie prowadzisz i ty mnie łapiesz ja skaczę wystarczyło przestać myśleć a zacząć lecieć z tobą płynąć z falą stać się falą dla mnie już za późno no return point przeleciałem lata temu lata mi to bo wiem że to jedyny właściwy kierunek lotu mimo że celu nigdy nie dojrzę to jego ciepło zawsze czuję za późno na bycie logicznym i praktycznym teraz jest pora na bycie ziarno zostaje na zawsze zawsze będzie uwierać nie ma nic właściwszego niż lot do domu


Niestety inne baty sobie uwinąłem i wypadłem z beatu. Mam problemy z dyscypliną. Niby kilka spraw załatwilem, trochę rzeczy zrobiłem, wiele nowych pomysłów zapisałem. Czuję jednak że robię mniej niż w Niemczech gdzie miałem 1/4 aktualnego wolnego czasu. Ahhhhhhhh.